Philips, który po naszym pierwszym spotkaniu zdecydował się wypożyczyć mnie od Matiego na weekend nawet na chwilę nie zrezygnował z tego pomysłu. Umówili się więc, że w piątek po siłowni Philips przyjedzie zabrać mnie do siebie i odwiezie mnie ponownie do Matiego w poniedziałek przed dziewiątą rano. Mati przystał na tę propozycję zwłaszcza, że czekał go pierwszy zjazd na uczelni.
Philips był młodszy ode mnie jedynie trzy lata. Znali się z Matim od podstawówki. Teraz od paru lat wspólnie trenowali i spędzali ze sobą ogólnie dość dużo czasu. Przystojny, o ostro zarysowanych męskich, lekko atawistycznych rysach, dużo bardziej umięśniony od Matiego. Jego sylwetka budziła respekt dla wysiłku i determinacji z jaką pracował nad swoim ciałem. Niezła sytuacja materialna sprawiała, że mógł sobie na wiele pozwolić.
Mati z lekkim żalem w głosie intruował mnie, jak am w czasie weekendu zajmować się Philipsem. Tłumaczył mi, że jest on dla niego jak starszy brat i należy mu się taki sam szacunek jak Matiemu.
Philips przyjechał po mnie o szóstej. Siedziałem lekko sparaliżowany na tylnym siedzeniu jego beemki. Po niecałej godzinie byliśmy już u niego w domu. Wysiadając z auta wręczył mi swoją torbę treningową, którą miałem nieść mu do domu. W mieszkaniu panował ogólny ład i porządek. Philips wbił się w fotel wskazując mi miejsce przy jego nogach.
- He, he! Jak pamiętam, bardzo podobał ci się ostatnio zapach moich syr. Przygotowałem więc dla ciebie na weekend wiele związanych z tym atrakcji, teraz jednak zacznij lizać moje conversy – rozkazał.
- Ale Mati nie zmusza mnie do lizania butów – odparłem zaskoczony.
Philips uderzył mnie z otwartej w twarz, tak że upadłem na ziemię. Zaczesane do tyłu włosy rozsypały mi się po czole. Policzek piekł mnie niemiłosiernie. Nie wiedziałem co się dzieje. Mati nigdy nie był brutalny i nie bił mnie.
- Słuchaj pedałku – ryknał Philips – nie zamierzam się z tobą tutaj zabawiać. Masz wykonywać moje polecenia bez najmniejszego szemrania. Liż mi buty! – zakończył przygniatając moją twarz do ziemii podeszwą jednego z conversów.
Zupełnie zdezorientowany i skazany na łaskę Philipsa zacząłem lizać skórę jego biało-czerwonych butów. Mój język stopniowo przyzwyczajał się do nowego doznania. Kiedy moja twarz zbliżała się do górnej krawędzi butów poczułem ulatujący z nich silny zapach spoconej stopy. Wróciły wspomnienia sprzed kilku dni kiedy to poraz pierwszy wąchałem stopy Philipsa. Mimo dość niespodziewanego przebiegu wydarzeń nie potrafiłem zapanować nad ogarniającym mnie podnieceniem. Teraz lizałem buty Philipsa coraz łapczywiej jakbym nie mógł nacieszyć się ich smakiem. On zaś ustawiał swoje stopy w coraz to nowej pozycji, tak że wreszcie mój język powędrował na samą podeszwę. Spojrzałem na Philipsa kątem oka. Jego sadystyczne spojrzenie przepełnione zadowoleniem i poczuciem dominacji obudziło we mnie potężne upokorzenie. Czułem, że jestem zupełnie bezwolny wobec jego najmniejszego żądania. Czułem się gorszy i zupełnie zdominowany.
- No i widzisz – odezwał się nagle Philips. – Tak jest zdecydowanie lepiej. Zajmij się więc moimi stopami. Celowo nie tylko nie zmieniałem od tego czasu skarpet i wróciłem dzisiaj w treningowych conversach. Muszę cię zmartwić, ale te buty mają już cztery lata i używam ich tylko na siłkę i biegania, więc walą jak skurwysyn. To czego mogłeś spróbować ostatnio to pikuś w porównaniu z tym co ci zafundowałem na ten weekend – zaśmiał się drwiącą.
- Cieszę się Panie! – odparłem zmieszany.
- No to do dzieła! Jestem zmęczony więc przyda mi się trochę relaksu. Zdejmij moje buty, ale biegiem! – rozkazał z naciskiem.
Pospiesznie zacząłem rozwiązywać sznurowadła. Kiedy zsunąłem wreszcie jego prawy but, Philips bez wahania przycisnął uwolnioną stopę do mojego nosa. Wtedy zrozumiałemco miał wcześniej na myśli. Zapach w istocie był piorunujący. Silny, wręcz amoniakalny, o mocno winnym aromacie, zapierał dech w piersiach brutalnie wdzierając się w moje nozdrza. Zakrztusiłem się lekko, wywołując nieświadomie ironiczny śmiech Philipsa.
- Czyżby ktoś się poddał? – zapytał sarkastycznie unosząc moją głowę za włosy. – Jak już się nacieszysz aromatem mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę – oznajmił dociskając moje usta do skrytego za czarnym dresem krocza.
Poczułem silny zapach przypominający mieszaninę spermy i moczu. Pod dresem ukrywał się całkiem spory wał.


5 comments
Comments feed for this article
grudzień 12, 2006 @ 7:57 pm
andreas
Super opowiadanko .Moze zaprosi jeszcze swoich kupli.Czekam na ciag dalszy .Pozdrawiam
grudzień 12, 2006 @ 10:29 pm
ckc
zajebiste. Przydało by sie jeszcze jakies ugniatanie stopą krocza itp. Nie moge sie doczekać dalszego ciągu
grudzień 13, 2006 @ 8:44 pm
beatris
Swietne opowiadania ! To chyba jeden z wiekszych zbiorow opowiadan sneakers w polskiej sieci. Gratuluje i rozwijaj dalej ! Moze pomysl o stworzeniu stronki www i umieszczeniu tam tych opowiadań! Sa niezle !
grudzień 13, 2006 @ 8:45 pm
beatris
i dodam jeszcze ,ze niecierpliwe czekam ale na dluzsze czesci opowiadan abym zdazyl dojsc ;P doszczytowac
grudzień 15, 2006 @ 2:23 pm
upuch
respect