You are currently browsing the daily archive for grudzień 8th, 2006.
Z każdym wdechem pragnąłem jeszcze i jeszcze. Ostry, lekko octowy zapach zmieszany z aromatem skóry buta i lekko mdławym zapachem wcześniejszych przepoceń dawał wręcz oszałamiające połączenie. Po upływiue ustalonych 10 minut Philips zdjął stopy z mojej twarzy sprawdzając czy jeszcze żyję. Jakież było jego zaskoczenie, kiedy na pytanie o to jak przeżyłem tę torturę odpowiedziałem mu, że z chęcią powtórzyłbym to jeszcze wiele razy.
- Nie wiem Mati skąd wziąłeś tego świra, ale przyznam, że robi wrażenie. No i to poczucie dominacji. Wow! Nieźle! Zawsze chciałem kogoś w ten sposób potraktować. Nie sądziłem jednak, że ten ktoś mi poodziękuje za to prosząc o jeszcze – oznajmił z niedowierzaniem. – Jeśli się nie obrazisz Mati, to wpadnę do ciebie jeszcze parę razy na taki seansik.
- Nie ma sprawy, ale pozwól mu przynieść ulgę twoim zmęczonym stopom. Niech je wyliże. To dopiero odjazd. Nie pożałujesz.
- Stary! Ten numer nie przejdzie. Nie każesz mu chyba tego robić? – zapytał niepewnie.
- Philips! On to zrobi z zadowoleniem – jeszcze raz podkreślił.
Wszyscy czworo wybuchnęli gromkim śmiechem. Chwile potem ustalili kolejkę w jakiej miałem zajmować się ich pięknymi wielgachnymi stopami. Philips zaś ponownie położył swoje stopy na mojej twarzy.
- Powąchaj sobie jeszcze, skoro tak lubisz smród moich iperytów – skwitował ponownie parskając śmiechem, zaraz jednak dodał – Tylko nie za długo. A potem ściągnij mi je i zacznij lizać moje syry. Skoro Mati tak zachwala to widać warto jednak spróbować.
Łapczywie wdychałem zapach jego soksów. Byłem w siódmym niebie. Po chwili zabrałem się za ostrożne ich zdejmowanie. Kiedy wreszcie mój język dotknąl skóry jego stóp kaliber 47 poczułem w ustach słony ale bardzo jedwabisty smak. Rozkosz jakiej doznawałem nie mogła równać się z niczym czego mogłem dotychczas doświadczyć. Philips tymczasem rozmawiał z kumplami popijając piwo i raz po raz wyrażał swój zachwyt wrażeniem jakie sprawiał mój język na podeszwach jego stóp.
Po dobrych 30 minutach Philips oznajmił wszystkim, że musi mnie wypożyczyć na jakiś weekend, kiedy Mati będzie na zjeździe. Tymczasem Mati przystał na to bez najmniejszych oporów, zaznaczając jednak, że warunkiem jest dobre traktowanie mnie nie szczędząc mi wąchania i lizania przez cały czas. Philips bez wahania potwierdził to, kwitując, że najbliższy weekend będzie doskonałą okazją.
Resztę wieczoru spędziłem na łagodzeniu skutków treningu nóg pozostałych dwóch pakerków. Pochwałom nie było końca. Chłopacy nie mogli się nadziwić uldze jaką przynosiło im moje lizanie i masaż stóp. Ja natomiast nie mogłem pojąć jak łatwo wszyscy przyzwyczaili się do myśli, że mogą poprostu kazać mi to robić. Nie mieli wyrzutów sumienia, że jest w rzeczywistości jest to bardzo poniżające dla mnie. Chełpili się natomiast poczuciem władzy i siły jakie daje im ludzki podnóżek. Kiedy wyszli Mati pochwalił mnie za posłuszeństwo i dobre spełnianie swoich obowiązków. W nagrodę pozwolił mi nawet ucałować jego oba bicepsy, przypominając mi gdzie jest moje miejsce.
Mati postanowił wieczór spędzić przed telewizorem. Dla mnie oznaczało to powrót do lizania jego stóp. Dopiero teraz zauważyłem, że w międzyczasie ponownie założył przepocone soksy i buty na nogi. Wyglądało, że chce je utrzymać w jak najbardziej toksycznym stanie. Usiadłszy w fotelu, z pilotem w dłoni zaczął oglądać telewizję. Ja zaś siedząc na podłodze wpatrywałem się w jego czarne najki. Silnie umięnione nogi, białe soksy odgraniczające opaloną skórę od czarnych butków – prawdziwie magnetyzujący i porażający widok. Zdałem sobie sprawę, że spotkało mnie ogromne szczęście. Przystojniak, którego tak podziwiałem z ukrycia, teraz pozwala mi klęczeć przy jego nogach. Dłonią zacząłem gładzić delkatnie skórę butków. W nich to ukryte były dla mnie największe klejnoty.
- No nareszcie! – mruknął Mati – Już myślałem, że ci się znudziło. A kto będzie w czasie meczu wąchał moje syfy? Kto wymasuje mi językiem giry?
- Przepraszam Panie! – odparłem i przylgnąłem ustami do jego najków. Mati lekko się rozpogodził.
- Tak lepiej! Prawde mówiąc nie sądziłem, że uda mi się ciebie tak łatwo zdominować. Dawno nie trafił mi się taki prezent. Ale przecież i ty nareszcie odnalazłeś swoje miejsce i nie ma dwóch zdań – wyglądasz na bardzo szczęśliwego. To dobrze! – odparł.
- Panie! Podarowałeś mi dzisiaj niezwykłą niespodziankę. Takiej uczty nie zapomne przez długie tygodnie. Mimo to uważam, że twoje stopy i soksy są najcudowniejsze – dziękowałem całując w pokłonach jego butki.
- No dobrze. Już dosyć. Zajmij się teraz najlepiej jak potrafisz moimi śmierdzącymi soksami. Niech znowu zobaczę to szczęście w twoich oczach.
(koniec)
Wkrótce opowiadanie „Weekend według Philipsa”

