Trochę się rozchorowałem i chwilowo nie mam siły aktualizować bloga. To pewnie z niedoboru przepoconych soxów lub stóp do wylizania. Tak czy siak w oczekiwaniu na kolejne opowiadanka polecam te dwa krótki filmiki.

Zbiór adresów przydatnych każdemu sneakerowi.

Nowy godzien polecenia każdemu sneakersowi niezbędnik z ciekawymi linkami.

Wszystkich czytelników bloga „U stóp dresiarza” zapraszam również serdecznie do zapoznania się z innym blogiem mojego autorstwa zatytułowanym  „Pokój chłopca, czyli niedorzecznik cyniczny” .

Miłej lektury

– Jak już się nacieszysz aromatem mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę – oznajmił dociskając moje usta do skrytego za czarnym dresem krocza.

Poczułem silny zapach przypominający mieszaninę spermy i moczu. Pod dresem ukrywał się całkiem spory wał. Delikatnie objąłem go wargami. Philips natychmiast odepchnął moją głowę.

- Wiem, że się nie możesz doczekać śmietanki prawdziwego faceta, ale najpierw musisz sobie na to zasłużyć – ryknął ponownie po czym znowu chwycił mnie za włosy i przyciągną moją głowę do swojej pachy. – Skoro tak lubisz zapach moich śmierdzieli, to zapewne nie będziesz miał nic przeciwko wylizaniu moich pach. Prawda? Hahaha – roześmiał się szyderczo.

Jednym ruchem ręki zdarł z siebie podkoszulek. Mój nos powędrował prosto w głąb jego pachy. Zanim to się jednak stało moim oczom ukazał się potężnie zbudowany tors z gigantycznie rozwiniętymi mięśniami piersiowymi i pięknie wyrzeźbionym kaloryferkiem na brzuchu. Widok był zniewalający. Philips śmiał się przez cały czas, a jego mięśnie pobudzone tańczyły przed moimi oczami niczym płachta przed rozjuszonym bykiem. Tymczasem mój nos powoli aklimatyzował się w nowym środowisku. Ciepła spocona pacha Philipsa zdawała się być doskonałym mikroklimatem dla moich nozdrzy.

- Liż kurwa tę pachę i przestań się opierdalać – wycharczał Philips.

Jego silna dłoń kierowała z łatwością moją głową we wszystkich kierunkach. Słonawy smak potu Philipsa połączony z intensywną męską wonią rozbudzał moje zmysły do szaleństwa. Czułem jak w spodniach mój prywatny joystick budzi się do życia w zawrotnym tempie. Łakomie zlizywałem najdrobniejsze kropelki potu z wygolonej gładko pachy Philipsa. On zaś dociskał moją głowę coraz silniej i silniej. Chwilę później szarpnąwszy mnie za włosy przeciągnął moją głowę w kierunku swojej drugiej pachy. Przez moment mogłem ponownie ujrzeć jego zadowolone i rozbawione oblicze. Philips mruczał z zadowolenia od czasu do czasu wydając jęki aprobaty dla mojej służalczości.

- Ucałuj suko teraz mojego bicepsa i podziękuj mu za to, że ci nie wpierdolił – rozkazał.

Z niekłamaną radością zabrałem się więc do całowania jego gigantycznego bicepsa nieświadomy, że ramie Philipsa z wolna owija się wokół mojej szyi. Stalowe mięśnie powoli zaciskały się na moich tętnicach szyjnych odcinając z wolna dopływ krwi do mózgu. Wypowiadane przez Philipsa słowa stawały się z minuty na minutę coraz bardziej odległe. Powoli robiło mi się coraz cieplej i bardziej błogo. Czułem, że tracę przytomność. Ostatkiem świadomości usłyszałem jeszcze:

- Śpij. Za chwilę zaśniesz.

Ogłaszam świąteczną zbiórkę przepoconych białych soxów od dresiarzy, pakerów, skejtów, sportowców, itp. dla autora niniejszego bloga.

 

Mam nadzieję, że moi zadowoleni czytelnicy nie poskąpią mi z okazji świąt swoich ciężko przepoconych soxów. Wszelkie zgłoszenia datków proszę kierować na adres sneakersfanatic (at) gmail.com

W zamian oczywiście mogę zrewanżować się swoimi soxami, albo opowiadaniem na życzenie :P

 

Philips, który po naszym pierwszym spotkaniu zdecydował się wypożyczyć mnie od Matiego na weekend nawet na chwilę nie zrezygnował z tego pomysłu. Umówili się więc, że w piątek po siłowni Philips przyjedzie zabrać mnie do siebie i odwiezie mnie ponownie do Matiego w poniedziałek przed dziewiątą rano. Mati przystał na tę propozycję zwłaszcza, że czekał go pierwszy zjazd na uczelni.

Philips był młodszy ode mnie jedynie trzy lata. Znali się z Matim od podstawówki. Teraz od paru lat wspólnie trenowali i spędzali ze sobą ogólnie dość dużo czasu. Przystojny, o ostro zarysowanych męskich, lekko atawistycznych rysach, dużo bardziej umięśniony od Matiego. Jego sylwetka budziła respekt dla wysiłku i determinacji z jaką pracował nad swoim ciałem. Niezła sytuacja materialna sprawiała, że mógł sobie na wiele pozwolić.

Mati z lekkim żalem w głosie intruował mnie, jak am w czasie weekendu zajmować się Philipsem. Tłumaczył mi, że jest on dla niego jak starszy brat i należy mu się taki sam szacunek jak Matiemu.

Philips przyjechał po mnie o szóstej. Siedziałem lekko sparaliżowany na tylnym siedzeniu jego beemki. Po niecałej godzinie byliśmy już u niego w domu. Wysiadając z auta wręczył mi swoją torbę treningową, którą miałem nieść mu do domu. W mieszkaniu panował ogólny ład i porządek. Philips wbił się w fotel wskazując mi miejsce przy jego nogach.

- He, he! Jak pamiętam, bardzo podobał ci się ostatnio zapach moich syr. Przygotowałem więc dla ciebie na weekend wiele związanych z tym atrakcji, teraz jednak zacznij lizać moje conversy – rozkazał.

- Ale Mati nie zmusza mnie do lizania butów – odparłem zaskoczony.

Philips uderzył mnie z otwartej w twarz, tak że upadłem na ziemię. Zaczesane do tyłu włosy rozsypały mi się po czole. Policzek piekł mnie niemiłosiernie. Nie wiedziałem co się dzieje. Mati nigdy nie był brutalny i nie bił mnie.

- Słuchaj pedałku – ryknał Philips – nie zamierzam się z tobą tutaj zabawiać. Masz wykonywać moje polecenia bez najmniejszego szemrania. Liż mi buty! – zakończył przygniatając moją twarz do ziemii podeszwą jednego z conversów.

Zupełnie zdezorientowany i skazany na łaskę Philipsa zacząłem lizać skórę jego biało-czerwonych butów. Mój język stopniowo przyzwyczajał się do nowego doznania. Kiedy moja twarz zbliżała się do górnej krawędzi butów poczułem ulatujący z nich silny zapach spoconej stopy. Wróciły wspomnienia sprzed kilku dni kiedy to poraz pierwszy wąchałem stopy Philipsa. Mimo dość niespodziewanego przebiegu wydarzeń nie potrafiłem zapanować nad ogarniającym mnie podnieceniem. Teraz lizałem buty Philipsa coraz łapczywiej jakbym nie mógł nacieszyć się ich smakiem. On zaś ustawiał swoje stopy w coraz to nowej pozycji, tak że wreszcie mój język powędrował na samą podeszwę. Spojrzałem na Philipsa kątem oka. Jego sadystyczne spojrzenie przepełnione zadowoleniem i poczuciem dominacji obudziło we mnie potężne upokorzenie. Czułem, że jestem zupełnie bezwolny wobec jego najmniejszego żądania. Czułem się gorszy i zupełnie zdominowany.

- No i widzisz – odezwał się nagle Philips. – Tak jest zdecydowanie lepiej. Zajmij się więc moimi stopami. Celowo nie tylko nie zmieniałem od tego czasu skarpet i wróciłem dzisiaj w treningowych conversach. Muszę cię zmartwić, ale te buty mają już cztery lata i używam ich tylko na siłkę i biegania, więc walą jak skurwysyn. To czego mogłeś spróbować ostatnio to pikuś w porównaniu z tym co ci zafundowałem na ten weekend – zaśmiał się drwiącą.

- Cieszę się Panie! – odparłem zmieszany.

- No to do dzieła! Jestem zmęczony więc przyda mi się trochę relaksu. Zdejmij moje buty, ale biegiem! – rozkazał z naciskiem.

Pospiesznie zacząłem rozwiązywać sznurowadła. Kiedy zsunąłem wreszcie jego prawy but, Philips bez wahania przycisnął uwolnioną stopę do mojego nosa. Wtedy zrozumiałemco miał wcześniej na myśli. Zapach w istocie był piorunujący. Silny, wręcz amoniakalny, o mocno winnym aromacie, zapierał dech w piersiach brutalnie wdzierając się w moje nozdrza. Zakrztusiłem się lekko, wywołując nieświadomie ironiczny śmiech Philipsa.

- Czyżby ktoś się poddał? – zapytał sarkastycznie unosząc moją głowę za włosy. – Jak już się nacieszysz aromatem mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę – oznajmił dociskając moje usta do skrytego za czarnym dresem krocza.

Poczułem silny zapach przypominający mieszaninę spermy i moczu. Pod dresem ukrywał się całkiem spory wał.

Blog Stats

  • 83,526 hits

 

listopad 2009
P W Ś C P S N
« lut    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

c